Dobra wena! (przeczytaj)



                                                     
                                                           Witam wszystkich :)




                                             Mój nowy dzień.



 Na początku muszę przeprosić, że ostatnio zaniedbuje bloga ale tak mnie pochłonęło malowanie, że nie miałam czasu. Kiedyś moim głównym zajęciem było porządkowanie domu, gotowanie itp. Już dzień wcześniej zastanawiałam się co pysznego ugotować, jaki deser przyrządzić, gdzie zrobić generalny porządek bądź poprzestawiać parę rzeczy. Teraz aż wstyd przyznać ale robię wszystko na odwal! Obiad robię wieczorem i to w miarę szybki, ogarniam powierzchownie - jedynie w sobotę generalne sprzątanie i do tego angażuję całą rodzinę! 

 Odkąd zaczęłam malować mój dzień wygląda nieco inaczej. Rano wstaje o godz 6.45, poranna toaleta i szybkie śniadanie. Budzę moją córkę (ciężkie zadanie) i robię jej kanapki do szkoły. W tym czasie mąż ogarnia syna ;) Około godz 8.00 w domu pojawia się cisza...... Nastawiam ekspres na kawę, zawsze mała czarna i bez cukru. Delektuję się ciszą i kawą... błogość.... Około godz 8.30 szybki ogar tz idę do góry i ogarniam pokoje z grubsza, ściele łóżka itp. Prawie co rano wstawiam pranie i używam duuużo odplamiacza.....! I gotowe! 
Biorę moje pędzle, miseczkę z wodą i zasiadam na małym krzesełku mojego synka - tuż obok sztalugi i jadę, nie wiem gdzie, gdzieś w nie znany mi świat choć bardzo bliski. Nie wiem jak Wam to wytłumaczyć, chyba się nie da - po prostu mam swój świat. Dla mnie jest to coś pięknego, coś czego mi bardzo brakowało, coś co jest częścią mnie i nie wiem jak mogłam bez tego żyć podczas tak długiej przerwy.! Już nigdy nie odpuszczę...

                                          .
   













   Kontynuując opis mojego dnia, to tak maluję do około godziny 13.00. Zaczynam podgrzewać obiad przygotowany poprzedniego wieczora (w ten sposób mogę zyskać dużo więcej czasu na malowanie). Przychodzą dzieci, jemy obiad, rozmawiamy o tym jak spędziły dzień i przez około godzinę staram się nimi nacieszyć. Córka leci do lekcji, syn ma swoje ulubione zajęcia a ja lecę dalej malować. Jak wspomniałam w poprzednim artykule maluję w pokoju synka co oznacza, że większość czasu popołudniowego i tak spędzamy razem nawet gdy tworzę.


 














 O tej porze roku a mamy połowę października, odkładam pędzle o 18.00, ponieważ zanika światło dzienne. Po 18 spędzam czas z dziećmi i zaczyna się szaleństwo czyli kolacja, ciuchy przygotować dla dzieci na rano no ale każdy rodzić to zna.... 

 Wieczorem odprężam się ......... 

 Oczywiście to był opis dnia luźnego, gdzie nigdzie nie muszę wychodzić. Często wypadają jakieś dni wychodne typu zakupy, lekarz, odwiedziny, zebranie itp. W weekend raczej nie maluje, planujemy zawsze jakoś miło spędzić czas z dziećmi poza domem.

 Tak pokrótce wytłumaczyłam się dlaczego ostatnio tu nie zaglądałam ale poprawię się. Powiem Wam, że nawet mam już następny obraz ukończony ale to już przedstawie i opowiem w następnym artykule.
 Mam nadzieję,że spodobał Wam się mój nowy obraz :)


                                                                              Całuski 
                                                                                 Marta 

Komentarze

Publikowanie komentarza